Fenomen insta-mieszkań. Co najchętniej promują influencerki? Rozmowa z Ulą Michalak

Dlaczego tak bardzo kochamy social media? Który styl wnętrzarski najbardziej nas inspiruje? I wreszcie – jakie pomieszczenia najchętniej pokazujemy na Instagramie? O tych i wielu innych rzeczach rozmawiamy z Ulą Michalak, autorką bloga wnętrzarskiego INTERIORS design.

Bez względu na to, czy kobiety pracują zawodowo, czy nie, utarło się, że to właśnie one zajmują się domem. A co w sytuacji, gdy dom jest miejscem pracy, biurem lub po prostu przestrzenią, z której na co dzień czerpiemy inspiracje? Influencerki, które na swoich profilach społecznościowych promują "miłe życie w czterech ścianach", udowadniają , że dbanie o dom jest świetnym zajęciem. W swej roli czują się doskonale i robią to najlepiej! Czym dzielą się najchętniej ze swymi obserwatorami? Pytamy o to Ulę Michalak – stylistkę wnętrz, a także pomysłodawczynię i organizatorkę Meetblogin, ogólnopolskiego zjazdu blogerów wnętrzarskich.

Katarzyna Rapczyńska-Lubieńska, Wirtualna Polska: Na czym polega fenomen pokazywania mieszkań w social mediach?

Ula Michalak: Fenomen ten wiąże się nie tylko z pokazywaniem wnętrz naszych mieszkań, ale całego naszego życia. Publikowanie zdjęć w mediach społecznościowych przede wszystkim motywuje nas do tego, by żyć lepiej. Jeżeli jesteśmy dumni z tego, jak mieszkamy, dlaczego mielibyśmy nie dzielić się tym z innymi? Uważam, że Polacy są bardzo skromnym narodem. Daleko nam chociażby do amerykańskiej mentalności. Tam ludzie wierzą, że mogą osiągnąć to, czego pragną, są dla siebie mili i o wiele częściej się uśmiechają.

Czyli zamiast wciąż narzekać, powinniśmy zacząć doceniać to, co mamy. Instagram może w jakimś sensie pomóc nam w tym.

Nie widzę nic złego w tym, że publikujemy w mediach społecznościowych zdjęcia swoich mieszkań. Dom jest miejscem, w którym powinniśmy czuć się bezpiecznie i komfortowo. Jeśli tak jest, możemy uważać się za ogromnych szczęściarzy. Co więcej, udowadniamy, że każdy może odnaleźć radość z bycia w domu. Inspirujemy, doradzamy, dzielimy się problemami i zachęcamy innych do pozytywnego myślenia.

Co najchętniej pokazują influencerki na swoich profilach społecznościowych?

Najchętniej dzielimy się zdjęciami salonu oraz kuchni. W tym pierwszym pomieszczeniu spędzamy najwięcej czasu, dlatego dbamy o nie w szczególny sposób. Jeśli chodzi o kuchnię, dziś pełni ona funkcję przestrzeni reprezentatywnej. Przestała być wyłącznie miejscem roboczym, w jakimś sensie napiętnowanym i kojarzącym się z ciężką pracą kobiet. Powiem więcej – kuchnia stała się dumą Polek. Pięknym casualowym miejscem, które jednoczy ludzi i wzmacnia wzajemne relacje, chociażby podczas organizowanych przyjęć. Bardzo często jest ona zintegrowana z salonem, w związku z czym musi być równie estetyczna, jak reszta domu.

A jakich pomieszczeń wolimy nie pokazywać w Internecie?

Zdecydowanie najrzadziej publikujemy zdjęcia sypialni oraz łazienki. Mimo tego, że chętnie dzielimy się naszym życiem z innymi, w dalszym ciągu cenimy sobie prywatność. Dlatego wnętrza tych dwóch pomieszczeń jeszcze "chronimy" przed światem.

Jaka kolorystyka dominuje w insta-domach?

Wnętrza pokazywane w mediach społecznościowych z reguły są jasne i przestronne. Dominującym kolorem jest biel, która dobrze komponuje się naturalnym drewnem. Widać, że bez pamięci zakochaliśmy się w stylu skandynawskim. Polakom bardzo podobają się uniwersalne wnętrza, tymczasem w krajach północnej Europy potrzeba bieli wynika z konieczności. Przez kilka miesięcy w roku panuje tam noc polarna – stąd chęć posiadania białych ścian, okien bez zasłon czy lamp imitujących światło słoneczne. W Polsce nie jest aż tak ciemno, dlatego uważam, że nie należy ślepo podążać za trendami. Warto szukać własnego stylu. Jeśli dobrze czujemy się w granatach, burgundach czy szmaragdach, nie idźmy w stronę bieli – bez względu na to, czy jest modna.

"Mając ograniczone możliwości finansowe, trzeba uruchomić swoją kreatywność. Czasami zwykła puszka farby i listwy dekoracyjne potrafią zdziałać cuda."

Prawdą jest, że wiele z tych "instagramowych" mieszkań wygląda podobnie. Czemu nie chcemy wprowadzać innych kolorów, np. fioletu lub czerni?

Bo ludzie boją się zmian i krytyki. Kiedyś Albert Einstein powiedział: "Wszyscy wiedzą, że czegoś nie da się zrobić, aż znajdzie się taki jeden, który nie wie, że się nie da, i on to robi." We mnie tkwi podobna przekora – wiele rzeczy robię intuicyjnie i nie sugeruję się ogólnie przyjętymi zasadami. Do niedawna miałam mieszkanie, w którym dominowały intensywne, wręcz ciemne barwy. Sufit był w ciemnym kolorze i dopiero promienie z kryształowej lampy wskazywały, że nie jest to typowa czerń, lecz ciemna zieleń. Paradoksalnie, pomieszczenie wcale nie wydawało się optycznie mniejsze, wręcz zyskiwało na wysokości.

W jaki sposób osiągnąć efekt WOW niewielkim budżetem?

Mając ograniczone możliwości finansowe, trzeba uruchomić swoją kreatywność. Jeżeli chcemy odświeżyć mieszkanie niewielkim kosztem, postawmy na sztukaterię. Nie jest zarezerwowana wyłącznie dla pałacowych wnętrz, przeciwnie – znakomicie pasuje do nowoczesnych pomieszczeń. Czasami zwykła puszka farby i listwy dekoracyjne potrafią zdziałać cuda. A ich koszt bywa znacznie niższy niż ceny tapet, obrazów czy dodatków do wnętrz. Dzięki sztukaterii możemy np. uzyskać efekt pięknych drzwi francuskich, które w sklepie kosztowałyby kilka tysięcy złotych. Podobnie jest z frontami mebli, które po metamorfozie, zyskują nowy wymiar i elegancję.

Czy są jacyś projektanci, którzy szczególnie panią inspirują?

Oczywiście! Uwielbiam pracować z Magdaleną Sobulą z pracowni projektowej Pe2 w Warszawie. Między nami jest nić porozumienia. Magda potrafi wydobyć z człowieka zakorzenioną w nim estetykę i zaproponować ściśle spersonalizowany projekt. Oprócz tego bardzo cenię sobie amerykańskich projektantów, takich jak Ashley Darryl, Nate Berkus, Mary McDonald czy Martyn Bullard – w ich pracy widać dużą odwagę i brak ograniczeń. Gdybym miała typować, sądzę, że w gust Polaków trafiłaby Ashley Darryl. Jej projekty wnętrzarskie w dużej mierze opierają się na bieli.

Czy obraz rzeczywistości kreowany w social mediach może być inspiracją dla kobiet, które nie czują się dobrze w swoich domach?

Osoby obserwujące profile wnętrzarskie w mediach społecznościowych z reguły szukają inspiracji. Nie śledzą ich po to, by krytykować influencerki lub co gorsza – siebie. Z kolei dziewczyny, które pokazują na Instagramie swoje piękne domy, chcą dzielić się pomysłami. Pokazują różne możliwości i przede wszystkim uczą dobrego smaku. Niestety odbiór nie zawsze jest pozytywny. Kilka lat temu podczas jednego z wykładów wspomniałam, że moje dzieci korzystają z porcelanowej zastawy. W tle pojawiły się głosy oburzenia, które mocno mnie zaskoczyły. Dlaczego mielibyśmy trzymać porcelanę czy kryształy za szybą kredensu, zamiast z nich korzystać? Przecież kawa w pięknej filiżance jest znacznie bardziej aromatyczna, podobnie jak dobór kieliszka wpływa na smak trunku.

Wiele mówi się o tym, że nadmierne skupianie się na zdjęciach zaburza proporcje tego, co rzeczywiście istotne w życiu. Czy wieczne dążenie do perfekcji ma jakieś dobre strony?

Przygotowując daną fotografię, zawsze staramy się, by wokół było estetycznie. Nie chodzi jednak o stworzenie wrażenia, że jest "idealnie i czysto", lecz o zwykłe zamiłowanie do porządku. O szacunek do posiadanych rzeczy. To, że nie ma brudnych naczyń w zlewie, a książki na regale są równo poukładane, nie jest kwestią perfekcji, lecz tego, czy lubimy dbać o porządek. Nie wydaje mi się, aby publikowanie zdjęć wnętrzarskich na Instagramie było podszyte złymi intencjami. Każdy z nas o wiele lepiej czuje się w uporządkowanej przestrzeni niż w bałaganie. Podobnie, jak każdy pragnie otaczać się pięknymi wnętrzami i najzwyczajniej w świecie dobrze żyć.

uwaga

Niektóre elementy serwisu mogą niepoprawnie wyświetlać się w Twojej wersji przeglądarki. Aby w pełni cieszyć się z użytkowania serwisu zaktualizuj przeglądarkę lub zmień ją na jedną z następujących: Chrome, Mozilla Firefox, Opera, Edge, Safari

zamknij
Wyłącz Adblocka, aby w pełni cieszyć się zawartością tej strony.